Spektakle o ludzkim cierpieniu

W ra­mach pro­jektu „Warszawa cza­sów sta­ni­sła­wow­skich” ucznio­wie na­szej szkoły wzięli udział w wy­cieczce do Warszawy.

Jadąc do sto­licy, po­sta­no­wi­ły­śmy, by ucznio­wie obej­rzeli spek­ta­kle trak­tu­jące o ludz­kim cier­pie­niu. Mottem dla spek­ta­kli stały się słowa Leszka Kołakowskiego: „Prawdziwa sztuka ro­dzi się z cier­pie­nia. W nie­bie chyba sztuki nie ma…”.

Pierwszym spek­ta­klem, który obej­rze­li­śmy, była „Matka Courage i jej dzieci” Bertolda Brechta w re­ży­se­rii Michała Zadary w Teatrze Narodowym.

Pod wra­że­niem wy­bu­chu II wojny świa­to­wej na­pi­sał Brecht (jesz­cze we wrze­śniu 1939) „Matkę Courage i jej dzieci”, czyli kro­nikę wojny trzy­dzie­sto­let­niej, wojny re­li­gij­nej. Już sama hi­sto­ria czło­wieka wplą­ta­nego w chaos i okru­cień­stwo wojny miała za za­da­nie znie­chę­cać do niej na­ród nie­miecki i pod­ko­pać na­dzieje, ja­koby agre­sja na inne kraje była do­brym źró­dłem do­bro­bytu. Michał Zadara wy­do­był jed­nak uni­wer­sum z tek­stu Brechta. Akcję prze­niósł do Warszawy z przy­szło­ści, która przy­po­mina po tro­sze Aleppo. Reżyser zdaje się więc mó­wić, że wojny trwały, będą trwać, a za woj­skiem bę­dzie wę­dro­wać mar­kie­tanka Annę Fierling, zwaną też Matką Courage.

Brecht każe mó­wić swym bo­ha­te­rom pewne ogólne prawdy na te­mat wo­jen, na przy­kład: „Gdy się słu­cha, co możni tego świata ga­dają, wy­da­wa­łoby się, że pro­wa­dzą wojnę jeno z bo­jaźni bo­żej i w obro­nie tego, co piękne i szla­chetne. Ale jak się le­piej przyj­rzeć, wi­dać, że nie są tacy głupi, że wo­jują dla zy­sku”; „Przekupstwo to je­dyna na­dzieja. Jak długo ono ist­nieje, zda­rzają się ła­godne wy­roki i na­wet nie­win­nego sądy mogą uwol­nić”; „Bo cóż to wojna? To in­te­res, gdzie ważą ołów za­miast krup.”

Anna Fierling to swo­isty eve­ry­man, cią­gnie ona za ar­mią wraz ze swo­imi dziećmi, zbi­ja­jąc nie­złe in­te­resy. Wojna jest jej ży­wio­łem, przy­nosi jej same zy­ski, zły jest dla niej po­kój. Wierzy w to do sa­mego końca, choć wojna za­brała jej dzieci i zruj­no­wała ją fi­nan­sowo. Ostatecznie zo­staje sa­motna i wy­nędz­niała. Matka Courage Michała Zadary zdaje się być bar­dziej po­ha­ra­taną Niobe niż wo­jenną hieną. Taką czyni ją Danuta Stenka. Na jej twa­rzy ry­suje się bo­leść, gdy nie wie, co uczy­nić ze gwał­coną córką-niemową, po­pra­wia jej odzież i krad­nie czer­wone buty Ywett, o któ­rych dziew­czyna marzyła.

Spektakl Zadary oka­zał dla nas praw­dziwą re­we­la­cją – stu­dium cier­pią­cej matki.

Drugim spek­ta­klem, który obej­rze­li­śmy pod­czas wy­cieczki do Warszawy, było przed­sta­wie­nie „Merylin Mongoł”.

Jedna ze sta­rych prawd głosi, że praw­dziwa i od­po­wie­dzialna sztuka po­winna być z tymi, któ­rzy cier­pią, któ­rych boli ży­cie, któ­rzy nie mieli tyle szczę­ścia co inni. Nikołaj Kolada, uwa­żany za naj­wy­bit­niej­szego współ­cze­snego dra­ma­to­pi­sa­rza ro­syj­skiego, po­dziela ten po­gląd. Jego gło­śna, grana na ca­łym świe­cie sztuka „Merylin Mongoł” ni­czego nie ubar­wia i nie upięk­sza. Świat w niej przed­sta­wiony jest ciemny i do­tkli­wie bo­le­sny, choć nie brak w nim wiel­kich i pięk­nych ma­rzeń.
Oto uro­dziwa, ale za to ła­two­wierna, nie­zbyt re­zo­lutna Olga – za­nie­dby­wana przez matkę, po­ni­żana przez siostrę-alkoholiczkę i wy­ko­rzy­sty­wana przez draba z są­siedz­twa (w tej roli Marcin Dorociński) – ma­rzy o szczę­śli­wym ży­ciu w wiel­kim mie­ście. Chce wy­je­chać ze swo­jego pro­win­cjo­nal­nego mia­steczka, ze­rwać bez­na­dziejny ro­mans, spró­bo­wać żyć ina­czej. Nadzieja po­ja­wia się wraz z przy­jaz­dem Aleksego – oczy­ta­nego, nie­śmia­łego i de­li­kat­nego. Olga za­czyna być co­raz śmiel­sza, ko­kie­tuje i uwo­dzi Aleksego, od­sła­nia­jąc to pierś, to nogę. Aleksy długo się wzbra­nia, ale roz­cza­ro­wany pro­stac­kim ro­man­sem Olgi gwałci dziew­czynę. Marzenia Olgi ni­kogo nie ob­cho­dzą i nie wzru­szają.  Na do­brą sprawę ma­rze­nia Iny (Agata Kulesza), sio­stry Olgi, są bliź­nia­czo po­dobne. Ona też tro­chę za­du­rzyła się w Aleksym, chce z nim uciec z pro­win­cjo­nal­nego mia­steczka, w któ­rym wszy­scy wszystko o so­bie wiedzą.

Ponadto mia­steczko żyje ocze­ki­wa­niem na ogło­szony przez lo­kalną wróżkę ko­niec świata. Ale ko­niec świata od­bywa się w tym mie­ście każ­dego dnia. Każdego dnia umie­rają ludz­kie ma­rze­nia, gwał­cone są ludz­kie tę­sk­noty i wszystko za­lewa się al­ko­ho­lem, by za­bić świa­do­mość ma­ra­zmu wła­snego życia.

Spektakl po­dzie­lony jest na dwie czę­ści – pierw­sza wy­wo­łuje salwy śmie­chu, druga – łzy.

prof. Agnieszka Giżewska-Szwarbuła

prof. Marzena Siegieńczuk